InStat prawdę ci powie? Odc. 7

01.09.2019 (22:28) | Szymon Janiec | fot. Mateusz Porzucek / Paweł Kot | skomentuj (7)
Mecz na szczycie Ekstraklasy nieco nas rozczarował. Spotkanie Śląska z Pogonią zakończyło się remisem 1:1, a wynik został ustalony już w 20. minucie meczu. Kibice, licznie zgromadzeni na Stadionie Wrocław, na pewno spodziewali się czegoś więcej.


 

Więcej po swojej drużynie spodziewał się także trener Lavicka, który na konferencji prasowej po raz pierwszy w tym sezonie wyglądał na niezadowolonego z gry swojej drużyny. I faktycznie, Pogoń nie zawiesiła poprzeczki wysoko, a Śląsk mimo to wyglądał na drużynę bardzo uśpioną. Może to przez pogodę, może przez brak najbardziej ruchliwego w drużynie WKS-u Przemysława Płachety. Ważne, że...

Rywal po raz pierwszy biegał więcej

Co gorsza, nie tylko więcej, ale również szybciej. Różnice jednak były niewielkie, wręcz niewidoczne gołym okiem w trakcie meczu. W spotkanie weszliśmy bardzo energicznie – pierwszy kwadrans z małym hakiem to popis dynamiki i gry ofensywnej obu drużyn. Później weszliśmy na równię pochyłą. Coraz więcej czasu piłka spędzała poza boiskiem, lądując na autach i za bramkami obu golkiperów. Efektywnego czasu gry było stosunkowo niewiele, ale nawet gdy piłka była w grze, brakowało dynamiki.



Warunki dla piłkarzy rzeczywiście nie były łatwe, stąd też mocno przeciętne statystyki przebiegniętych kilometrów (106,45 po stronie Śląska, 109 po stronie Pogoni). Żaden z piłkarzy indywidualnie nie przebiegł więcej niż 11 kilometrów, a to przecież wynik, który bez problemu wykręcali w poprzednich meczach Pich, Płacheta czy Łabojko. Tym razem najbliższy temu był Krzysztof Mączyński, który przebiegł 10,65 kilometra.

Może to właśnie dlatego na pomeczowej konferencji uśmiech niechętnie gościł na twarzy Vitezslava Lavicki. W końcu do tej pory to Śląsk był zespołem lepszym wydolnościowo od rywala. W gorące, niedzielne popołudnie role się odwróciły, a Pogoń właśnie dzięki temu wyglądała na drużynę lepszą.

Krótka ławka

Przed sezonem Śląsk sprowadził kilku piłkarzy, mając na celu podniesienie jakości w drużynie. I tak przyszli Putnocky, Puerto czy Stiglec, faktycznie stanowiący o sile defensywnej drużyny. Nikt też nie będzie wybrzydzał na sprowadzenie Płachety, który z Pogonią akurat zagrać nie mógł. Martwi jednak fakt, że trenerowi Laviczce wypada jeden kluczowy element układanki i Śląsk nagle przestaje straszyć ofensywą.

Musonda i Pich zrobili w tym meczu dokładnie to, czego od nich oczekiwaliśmy. Już na początku spotkania pierwszy z nich wyłożył drugiemu piłkę na tacy, co poskutkowało objęciem prowadzenia przez Śląsk. Obaj zagrali zresztą niezłe zawody. Martwi jednak postawa pozostałych ofensywnych zawodników WKS-u. Cholewiak zagrał następny bezbarwny mecz, na dodatek po raz kolejny był nieobecny w defensywie, grając przez większość czasu bliżej własnej bramki niż Hołownia. Na Exposito otwarcie narzeka już nawet Lavicka. A na ławce... wiało przeciętnością.



Nic dziwnego, że rezerwowi przyprawili trenerowi Śląska kolejny powód do zmartwień. Dwaj z nich pobili dotychczasowy niechlubny rekord sezonu, należący do Piotra Celebana, a tyczący się najniższej wartości InStat Index. Szczepana oceniono na 197, a Chrapek otrzymał jeszcze niższą notę - 194.

W takich momentach przestajemy się dziwić, że Śląsk, mimo szerokiej kadry, wciąż jest aktywny na rynku transferowym. W składzie po prostu brakuje jakości. Jedenastu zawodników jest w stanie wygrywać każdy mecz i liderować rozgrywkom Ekstraklasy, ale gdy do gry wchodzą rezerwowi, pojawia się poważny problem.

Duży stoper – małe szanse

Po spotkaniu z Cracovią nie mogłem przestać chwalić Dytiatjewa, który zagrał wprost fenomenalnie, wyłączając Exposito z gry. Tym razem za krycie Hiszpana odpowiedzialny był inny postawny obrońca. Kostas Triantafyllopoulos może być od Ukraińca z Cracovii niższy o dziesięć centymetrów, ale w powietrzu wygląda na niepokonanego. I faktycznie, wygrał aż 81% pojedynków (85%, jeśli liczyć same starcia powietrzne). Dołożył do tego 80% celności podań. Wszystko razem daje nam obraz najlepszego (statystycznie) piłkarza Pogoni.



Exposito dla odmiany był lepszy w zaledwie 31% wszystkich pojedynków. Tylko jeden raz wygrał górną piłkę (na siedem prób). Nie lepszy był pod tym względem Szczepan, który zwyciężał w średnio jednej czwartej starć od momentu swojego wejścia na boisko. Martwi fakt, że w powietrzu najwięcej problemów defensywie Pogoni sprawiał... Robert Pich. W końcu Słowak mierzy zaledwie 173 centymetry.

Biedny Stiglec...

Żeby już nie pastwić się więcej nad napastnikami Śląska, warto wspomnieć też o szansie, jaką dzięki kontuzji Płachety otrzymał Mateusz Hołownia. Rykoszetem oberwało się przez to Stiglecowi, który po serii niezłych występów musiał zająć miejsce na ławce rezerwowych. Co ciekawe, wypożyczony z Legii lewy obrońca swoją szansę wykorzystał i zagrał naprawdę solidne zawody.



Tym razem Pogoń skutecznie zabezpieczyła prawą stronę Śląska, odcinając od podań zarówno Musondę, jak i Brozia. Skorzystał z tego Hołownia, który był najczęściej eksploatowanym i aktywnym zawodnikiem na boisku. Podawał piłkę aż 45 razy (2. wynik w drużynie) ze skutecznością 73% (2. wynik), wygrał 67% pojedynków i miał trzy udane odbiory (na trzy próby). Nieźle też biegał, wykręcając maksymalną prędkość 32,91 km/h (2. wynik, szybszy był tylko Musonda) i aż trzynaście razy (najwięcej) rozwijając prędkość sprintu, czyli ponad 25,2 kilometra na godzinę. Trener Lavicka ceni sobie Stigleca i ubolewał nad tym, że musiał go posadzić na ławce. Ale teraz będzie mógł się zastanawiać, czy Hołownia faktycznie nie zasługuje na pierwszy plac.

Słaby mecz

Jak mówiłem, spotkanie na szczycie faktycznie mogło nas rozczarować. Obie drużyny zaprezentowały tylko małą część swoich umiejętności. Niewiele było też jakości w grze ofensywnej, szczególnie w drużynie Śląska. Świadczą o tym statystyki. Podopieczni trenera Lavicki strzelali zaledwie siedmiokrotnie (w tym trzy razy celnie). Standardowo przeciętnie wyglądała celność podań gospodarzy (72%) i posiadanie piłki (39%). Uwagę zwraca nieco lepszy procent wygranych pojedynków, niż u przeciwnika (52%). Mimo wszystko liczyliśmy na coś więcej, niż typowy mecz walki.

Poniżej prezentujemy InStat Index wszystkich zawodników Śląska, w kolejności od najwyższego do najniższego. Wartość ta w skrócie opisuje, jak dobrze ze swoich boiskowych zadań wywiązali się poszczególni piłkarze.

KOMENTARZE
~kibol(2019-09-03 14:29:19)
@ ryba piła - Mylisz się. Porównaj grę i wyniki Śląska Wrocław na koniec ubiegłego sezonu, gdy Lavicka poukładał obronę i była klasyczna 9 - Robak. Wyniki - 1 remis, 4 pod rząd zwycięstwa (2:4, 2:1, 0:2, 4:0), obecne remisy, to efekt braku napastnika w Gdańsku brakło wykończenia i z Pogonią też (a kuriozum sytuacyjne, to wzajemne przeszkodzenie sobie Goll i Szczepana w strzale - czyli nawet obrońca nie wierzy w umiejętności napastnika i mu nie zostawia piłki). Napastnik jest niezbędny, bo inni już weszli w sezon i zaczęli wygrywać, punktować, a w górnej 8 zrobiło się bardzo ciasno.
~ryba piła(2019-09-03 12:46:02)
"Gdzie znajdował by się Śląsk z klasyczną dziewiątką"? Odpowiedż jest bardzo prosta - tam gdzie znajdował się przez ostatnie pięć lat, czyli w strefie spadkowej!
~sa(2019-09-02 16:59:35)
Może i napastnik szału nie robi, ale nie ma mu kto podawac, Pich to skrzydłowy który duzo biega, ale decydującego podania nie ma, Łobojko i Mąka w destrukcji w miarę, a kreowanie akcji na poziomie 3 ligi o Chrapku nie wspomnę, na drugą drużynę jest za słaby. Brak Płachety było widać, choć i on czasami potrzebuje chłodnej głowy. W meczu z Pogonią środek nie istniał. Ten Kozulj super zawodnik, taki to by sie nam przydał, na tą chwilę najlepszy zawodnik ligi.
~Yoz(2019-09-02 14:07:44)
Zastanawianie się gdzie byłby teraz Śląsk z napastnikiem jest co najmniej zabawne, bo w ekstraklasie nie można być już wyżej niż pierwsze miejsce. W ostatnich latach mieliśmy 9' tke z kilkunastoma golami co sezon, a jednak za każdym razem była walka w utrzymanie. Podsumowując, na boisku mamy 11 graczy, a nie tylko napastnika. Należy również zaufać trenerowi, bo póki co udowadnia, że zna się na swojej robocie.
~kibol(2019-09-02 09:05:21)
@Wks47 Dokładnie o tym piszę od początku sezonu - ile punktów miałby Śląsk, gdyby na 9 był Buksa lub Lopes z Craxy lub Imaz z Jagi ? Dotychczasowe zwycięstwa opierały się na grze życia poszczególnych zawodników - "wejściach smoka" - ale to już było i to nie wróci, teraz potrzeba napastnika. Co do wczorajszego meczu, to jednak pogoda zrobiła swoje, a po drugie wystarczyło dokonać zmiany w wyjściowym składzie, aby układanka się posypała, a rezerwowi za którymi wszyscy płaczą, by dać im szansę, pokazali - dlaczego nie dostają jeszcze tych szans - muszą wziąć się do roboty !!! Kolejna sprawa, to wczoraj obie drużyny bardziej nie chciały przegrać, niż wygrać, każda z nich liczy już na przerwę i każdej, póki co pasuje ta pozycja, jaką zajmuje. Trzeba po przerwie punktować, bo reszta się już obudziła i w górnej 8 różnice są już tylko 1-2 punktowe. No to teraz Lavicka musi w przerwie pokazać, jakim jest trenerem, jak reaguje na zalążek kryzysu ofensywnego, w poprzednim sezonie genialnie zareagował, narzucił swój styl gry i wyegzekwował od zawodników trzymanie się taktyki i zrealizowanie planu na dany mecz. No to czekamy...na zwycięstwa i niezmiennie wierzę, że po sezonie 2019/2020 Śląsk Wrocław będzie w mistrza koronie.
~Wks47(2019-09-02 06:46:20)
No gramy bez napastnika co tu dużo mówić. Gdzie byłby teraz Śląsk mając takiego Bukse np.
~paffik(2019-09-01 22:57:15)
Mogli byście jeszcze podawać obok instat drużyny przeciwne dla porównania.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane