Do Szpiku Kości #1 - Jakub Łabojko

09.12.2018 (13:21) | Dominik Szpik | skomentuj (2)
W czwartek tuż przed meczem z Lechią spotkałem się z Jakubem Łabojko, żeby porozmawiać trochę o jego karierze i ludziach, których napotkał po drodze. Kuba jest bardzo wdzięcznym rozmówcą, szczególnie jeśli chodzi o tematy piłkarskie. Oprócz tego jest skromnym, młodym facetem, dla którego piłka to całe życie. Profesjonalizm i samozaparcie towarzyszy mu niemal od początku kariery. Czy trener Papszun to materiał na szkoleniowca w Ekstraklasie? W czym tkwi problem słabej gry Śląska? Czy wyjazd na Euro U21 to priorytet? Jak udało mu się ugasić płonący samochód? Odpowiedzi na te i inne pytania odnajdziecie poniżej.


 

Na początku chciałem Cię zapytać o trenera Papszuna. Wiem, że odegrał on dużą rolę w Twojej karierze. Patrząc na to co wyczynia w Rakowie na poziomie I ligi myślisz, że dałby radę w którymś z zespołów Ekstraklasy?

Zdecydowanie. Trener Marek Papszun ma wszelkie predyspozycje ku temu, żeby zaistnieć w Ekstraklasie. Przede wszystkim ma bardzo bogaty warsztat, choć nie pracował w wielu klubach. Efekty jego pracy nie byłby pewnie od razu widoczne, wprowadzenie wszystkich jego koncepcji zabrałoby trochę czasu.

Podobno to on zaraził Cię tym profesjonalizmem, którym teraz emanujesz. Wpoił Ci, że piłką musisz żyć 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu?

Myślę że tak, ale to nie tylko mnie, lecz wszystkim zawodnikom. Sam dużo wymaga od siebie, więc tego samego wymaga od swoich zawodników. Ten profesjonalizm chcieliśmy pokazywać wszyscy. Trener Papszun zmienił kilka istotnych rzeczy, pokazał mi co różni profesjonalnego piłkarza od takiego, który jeszcze nim nie jest. Zwrócił mi uwagę na detale, na regenerację, żywienie lub sen. Nauczył mnie wszystkiego, co jest ważne w piłce.

Myślisz, że Raków spisze się lepiej w Ekstraklasie niż Miedź czy Sosnowiec? Jest to drużyna, która gra innowacyjnie nie tylko w skali I ligi, ale w skali całego kraju. Chodzi mi głównie o ustawienie trójką obrońców, które jest dosyć wymagające.

A propos Miedzi - tam wypadło dużo podstawowych zawodników, dlatego to tak wygląda. Jak wypada trzon drużyny to ciężko go zastąpić. Natomiast w Rakowie jest bardzo dużo zawodników o podobnej jakości piłkarskiej. Nawet jeśli wypada 3-4, to da się ich łatwo zastąpić, bo trener stworzył bardzo wyrównaną ekipę. Czasami ci co grają w podstawowej jedenastce w następnym meczu lądują na trybunach. Raków potrafi też zdobywać punkty seriami. Nie przegrali już prawie 18 bądź 19 spotkań, co w I lidze wydaje się prawie niemożliwe.

Bardzo imponująca seria patrząc na I ligę która jest dosyć…

Nierówna.

Dokładnie.

Wydaje mi się, że jak wejdą do Ekstraklasy, a jest to bardzo prawdopodobne, to będą się bić o pierwszą ósemkę.

Czyli trener Papszun utrzymywał presję w zespole? Nigdy nie byłeś pewny czy zagrasz?

Akurat z tym nie miałem problemu, bo to wiadomo było od początku tygodnia. Trener dzielił zawodników na zespół A i B. Było to może czasami trochę demotywujące, natomiast presja była bardzo duża nawet podczas treningów. Trener starał się jak najbardziej odtworzyć warunki meczowe i trzeba było być pod prądem przez cały tydzień.

Jesteś człowiekiem dość spokojnym, ale nie zawsze. Natknąłem się w internecie na filmik, gdzie udzielasz wywiadu po meczu kadry U20 z Anglią. Nie wiem czy to był debiut, czy nie. Podczas Twojej wypowiedzi lecą przebitki jak pokrzykujesz na kolegów mocno zdenerwowany. Czyli potrafisz wrzasnąć, gdy zajdzie potrzeba.

To zależy. Wydaje mi się, że na samym początku w drużynie nie zrobiłbym tego, ale to nie był mój debiut - znałem tych chłopaków. To było już 3 czy 4 zgrupowanie. Denerwowało mnie to, że nie umieliśmy utrzymać piłki. Za dużo razy oddawaliśmy ją Anglikom, którzy grali wtedy w dziesiątkę i można było spokojnie pograć, żeby to oni trochę pobiegali za piłką. Wiadomo, jak się ma jednego więcej to powinno się łatwiej grać. Krzyczałem, bo chciałem żebyśmy zaczęli grać piłką. Nikt nie lubi biegać za piłką, każdy woli mieć ją przy nodze.

Ostatnio wystąpiłeś też w kadrze U21 w niedawnych eliminacjach do Młodzieżowych Mistrzostw Europy. Stawiasz sobie za cel wystąpić w tym turnieju?

Cel przede wszystkim jest taki, żeby jak najlepiej grać w Śląsku, co może zaowocować powołaniem do reprezentacji na turniej. Wiadomo, że jak się było już w reprezentacji, na kilku zgrupowaniach, to chce się jeździć na kolejne. Tym bardziej na turniej, który odbędzie się we Włoszech. To jest mój cel na wiosnę: na przyszłą rundę by być zdrowy i wrócić do podstawowej jedenastki w Śląsku. Może uda się to jeszcze w tym roku, bo rehabilitacja wygląda coraz lepiej, a co za tym idzie poprawia się moje zdrowie. Cel Euro U21 we Włoszech w 2019 roku jest jak najbardziej realny.

Jak wygląda na chwilę obecną Twoja sytuacja zdrowotna? Kiedy możemy spodziewać się Twojego powrotu na boisko? Czy dalej grozi Ci widmo operacji? Słyszałem, że już trenujesz indywidualnie.

Zgadza się. Normalnie biegam od tygodnia. Z każdym dniem jest progres. Noga już nie boli. To był uraz piątej kości śródstopia, więc operacja zawsze jest możliwa, gdy znowu zacznie się coś złego dziać. Wydaje mi się, że od początku przyszłego tygodnia będę już normalnie trenował z drużyną i być może na Koronę, czy Pogoń załapię się do 18-nastki meczowej. (ostatecznie Jakub Łabojko znalazł się w kadrze meczowej na mecz z Lechem Poznań).

Jakie Ty masz podejście do współpracy z trenerem mentalnym? Zdania są mocno podzielone na ten temat, a w klubie niedawno taką osobę zatrudniono. Piotr Celeban nawet stwierdził, że on sam współpracuje z kimś takim i w klubie tego nie potrzebuje.

Też mi się tak wydaje. Metody treningowe zmierzają ku dużej indywidualizacji i każdy potrzebuje swojego treningu mentalnego, czy to samemu, czy z kimś. Ja też współpracuję z trenerem mentalnym i nie wstydzę się tego, bo jest to rzecz, która mi pomaga tak samo, jak pójście na siłownię czy regeneracja. Każdy lubi co innego, a ja lubię współpracę z trenerem mentalnym. Pracowałem z nim w Rakowie, on dalej tam pracuje, a niedawno podpisał kontrakt w Lechu z trenerem Nawałką. Jest to uznana osoba. Moja praca z nim na pewno procentuje, bo gdyby nie procentowała nie szedłbym w górę a przecież idę.

Ty podobnie ciężką kontuzje przechodziłeś już w juniorach Piasta Gliwice, która wykluczyła Cię na kilka dobrych miesięcy. Sam wypowiadałeś się, że byłeś rozgoryczony faktem, że Twoi koledzy trenują już z pierwszą drużyną, a Ty musisz leczyć uraz.

Grając z Patrykiem Dziczkiem na wiejskim na boisku źle ułożyłem stopę przy strzale i naderwałem więzadła poboczne w kolanie. Męczyłem się z tą kontuzją 4-5 miesięcy, po czym wróciłem na boisko i skręciłem kostkę. Potem, gdy się wyleczyłem znowu odezwały się więzadła i kolejne 4 miesiące byłem wyłączony z gry. To było w drugiej klasie liceum. Kiedy koledzy z mojego rocznika chodzili trenować do pierwszej drużyny, czy grać w rezerwach, a ja cały czas siedziałem na kozetce u fizjoterapeuty. Było to bardzo denerwujące, bo koledzy się rozwijali, a ja stałem w miejscu.

Mimo wszystko nie zniechęciło Cię to, bo wróciłeś po tej kontuzji i zacząłeś mocno harować. Nie obraziłeś się na Piasta, kiedy oddali Cię do Radzionkowa i obrałeś sobie za cel podążanie tą drogą. Piast nawet o Ciebie nie walczył, oddali Cię prawie za darmo.

Wymienili mnie za jednego zawodnika Ruchu do juniorów. Może mam żal, ale nie aż taki duży, gdyż widziałem, że nie stać mnie było wtedy na grę w pierwszej drużynie. Chociaż wiadomo, że każdy wychowanek swojego klubu chciałby grać w jego barwach i wystąpić na tej murawie, gdzie oglądało się swoją drużynę i podawało piłki. Ostatnio nawet mówiłem Marcinowi Robakowi, że podawałem mu piłki na eliminacjach do Ligi Europy w meczu z Karabachem. Z kilkoma innymi młodszymi zawodnikami też się później spotkałem. Jako chłopak było moim marzeniem zagrać na Okrzei, lecz niestety nie było mi dane. Ostatnio miałem okazję zagrać przeciwko Piastowi w wygranym meczu. Bardzo się cieszę z tego, że jestem tutaj we Wrocławiu. Każdy szuka swojego miejsca, żeby zaistnieć. Ja musiałem pokonać drogę przez Radzionków i Częstochowę. Z jednej strony bardzo się z tego cieszę, bo widzę ile dało mi to pokory i wiem ile pracy musiałem włożyć w to, żeby wejść na poziom Ekstraklasy. Wszystkie te sytuacje pokazały mi, że dobrze zrobiłem.

Cieszyłbyś się z gola strzelonego Piastowi?

To zależy. Może gdyby byli Ci sami właściciele, to bym się bardziej cieszył natomiast mam cały czas szacunek do tego klubu. Spędziłem tam 9 lat, mój brat 7. Cieszyłbym się z bramki, ale pewnie nie tak ostentacyjnie. Tym bardziej, jeśli by to była pierwsza bramka dla Śląska. Wtedy trudno byłoby powstrzymać radość.

Myślisz że trio Pałaszewski – Łabojko – Gąska miałoby rację bytu jako formacja środka pola w Śląsku? Biorąc pod uwagę charaktery i specyfikę gry każdego z was.

Jesteśmy bardzo młodzi, Maciek jest rocznik 98’, ja 97’, a Damian 96’ i brakuje nam jeszcze doświadczenia w Ekstraklasie. Zagraliśmy w tej lidze za mało meczów, żeby stworzyć takie trio. Może w juniorach albo w rezerwach byłoby to bardzo mocna formacja, natomiast teraz potrzebne nam jest doświadczenie. Może w następnych latach takie trio powstanie w Śląsku, jeśli się trochę ogramy. Maciek już wcześniej trochę grał w tej lidze, a my zaczęliśmy dopiero od tego sezonu. Raczej nie w tym sezonie, a bardziej w przyszłym byłoby realne.

Masz jakiś specjalny sposób na koncentrację przed meczem? Ty jesteś spokojny z natury, ale przed meczem dochodzi dodatkowy stres i adrenalina. Jak udaje Ci się utrzymać ten stoicki spokój?

Przede wszystkim skupiam się na muzyce i wyobrażeniu sobie sytuacji boiskowych, na tym co w danym meczu mam zrobić. Przeważnie słucham jednej spokojnej piosenki, której autora i tytułu niestety nie pamiętam. Przesądy bywają w szatni i każdy ma swoje rytuały, które często powtarza. Ja przeważnie wchodzę na boisko lewą nogą i żegnam się. Innych rytuałów nie mam.

Pomaga Ci to poukładać myśli w głowie? Podobno, gdy piłkarze wykonają wszystko, tak jak sobie zaplanowali w dniu meczowym, mają czystszą głowę.

Tak, z tym się zgodzę. Jeśli coś idzie nie po naszej myśli, to zasiewa się ziarnko niepewności. Też słyszałem o takich przesądach, że jeden zawodnik zawsze parkował w tym samym miejscu i pewnego dnia ktoś mu zajął to miejsce, co według niego spowodowało porażkę drużyny.

Albo jak kierowca kadry Nawałki miał zakaz cofania autokarem.

Dokładnie. Trochę to może głupie, ale jeśli to komuś pomaga, to czemu nie?

A masz swoją ulubioną ligę którą śledzisz?

Ostatnio oglądam bardzo mało piłki. Jestem kontuzjowany i jest to bardzo denerwujące, gdyż sam nie mogę grać, a to jest co kocham, więc nie oglądam. Kiedy byłem w gimnazjum, czy liceum, oglądałem dużo ligi angielskiej i kibicowałem Chelsea. Teraz jednak przechodzę obok tego obojętnie, bo nie mam na to wpływu.

Ale generalnie jesteś jednym z tych piłkarzy, co się interesują piłką?

Tak interesuje się. Mój brat gra teraz w III lidze i interesuje się jego wynikami. Byłem nawet ostatnio na dwóch-trzech meczach z jego udziałem. Więc na pewno jestem dobry w kontekście III ligi dolnośląsko-lubusko-opolskiej.

Brat jest teraz rozchwytywany. Na testy zapraszają go między innymi Górnik Zabrze, Pogoń Szczecin czy ROW Rybnik.

Jeszcze wczoraj Ruch Chorzów dzwonił. To są na razie tylko zaproszenia na testy, parę treningów, żeby go zobaczyć i ocenić. Na razie nie jest to pod kątem żadnego transferu.

A uważasz, że byłby to dobry ruch dla niego w tym momencie?

Do Ekstraklasy może trochę za wcześnie. Ja przeszedłem z IV ligi do drugiej, potem do pierwszej. Brat natomiast zaczął od III ligi. Wydaje mi się, że takie wspinanie się szczebel po szczeblu jest bardzo dobre dla młodych piłkarzy. Trzeba jednak trafić na dobrych ludzi, którzy w Ciebie uwierzą i na Ciebie postawią. Ja trafiłem właśnie na trenera Papszuna, czy trenera Galeja w Radzionkowie. Teraz też trafiłem na trenera Pawłowskiego i dyrektora Sztylkę, którzy nie bali się postawić na młodzież z niższych lig, czy wychowanków jak Dankowski lub Pałaszewski i Wrąbel. Czy brat jest gotowy? Pod względem piłkarskim tak, natomiast musi poprawić się pod względem fizycznym. Tu musi nadrobić pewne zaległości. Wiadomo, że to trwa, natomiast im wcześniej, tym lepiej dla niego. Tak, jak powiedział Kazimierz Węgrzyn: musiałby zjeść jeszcze wiaderko witamin.

Chciałbym, żebyś opowiedział historię o pożarze samochodu, która Ci się przytrafiła całkiem niedawno.

Wracając z Gliwic do Wrocławia w godzinach wieczornych, w aucie zapaliły się wszystkie kontrolki. Auto samo nagle zgasło. Byłem w stałym kontakcie z tatą mojej dziewczyny, który skończył technikum samochodowe, więc doradzał mi co mam robić. W pewnym momencie kazał mi otworzyć maskę z, której się dymiło. Domyślił się, że to jest alternator. Po chwili rozmowy obróciłem się w stronę auta i zobaczyłem płomień. Zareagowałem dosyć nerwowo, rzuciłem telefon i chwyciłem gaśnicę. Niestety nie starczyło mi jej na zbyt długo i musiałem zatrzymywać inne auta, i prosić o pomoc. Dostałem od jednego pana gaśnice, za co chciałbym mu z tego miejsca serdecznie podziękować. Dzięki niemu udało mi się to ugasić. Zadzwoniłem po lawetę i zabrali auto. Na całe szczęście nic wielkiego się nie stało - tylko alternator był do wymiany.

Miałeś dużo szczęścia.

Zgadza się. Pan od lawety powiedział że w 90% wszystkie auta płoną od razu, a ja miałem to szczęście, że udało mi się je ugasić.

W najlepszym wypadku mogłeś stracić auto, a w najgorszym zdrowie.

Zgadza się.

Wracając do tematów piłkarskich: Ty bardziej wolisz grać na 6 czy 8?

Zdecydowanie na 6. Przed obrońcami czuje się najlepiej. Nie sprawia mi problemów pozycja ósemki, ale nominalnie gram na 6. Ta ósemka jest bardziej mobilna, biegająca od bramki do bramki. Ja jestem bardziej defensywnym pomocnikiem.

Taki przecinak. Widziałem że w Rakowie trochę kartek złapałeś. Trener Papszun nie miał problemów z wystawianiem młodzieżowca na Twoje miejsce?

Mieliśmy jeszcze młodego bramkarza, ale wiadomo, jak bramkarz łapie kontuzję, trzeba wprowadzić kogoś innego i zmienić zawodnika z pola. Kartki łapałem przede wszystkim za faule taktyczne, niż za agresywne wejścia w rywala. Graliśmy otwartą piłkę i przeciwnik sam się nastawiał na kontrę po to, żeby wychodzić z szybkimi atakami. My prowadziliśmy grę atakiem pozycyjnym, więc te kontry były nieuniknione przy nie zawsze równych boiskach I ligowych, czy braku jakości piłkarskiej. Zdarzały się błędy, a ja te kontry kasowałem, co kończyło się żółtymi kartkami. Mój rekord to 56 sekunda w Suwałkach. Potem cały mecz musiałem uważać.

Faktycznie zasłużyłeś czy na wyrost?

Trochę na wyrost. Jeśli w 56 sekundzie dostaje się kartkę na połowie boiska, gdzie cała obrona jest ustawiona, a sędzia wyciąga kartkę, to trochę dziwne zdarzenie.

To zrozumiałe, natomiast wiesz, że sędziowie mają inne zdanie na ten temat. Uważają, że nie ważne która minuta meczu - jeśli faul kwalifikuje się na żółtą lub czerwoną kartkę, to trzeba ją pokazać.

Ale to nie była sytuacja na tyle korzystna, by dawać tę kartkę.

Powiedz mi, bo Ty jeszcze będąc w Ruchu Radzionków studiowałeś. Później w Rakowie wziąłeś urlop dziekański, a teraz studia rzuciłeś całkowicie. Dbasz o swoje zabezpieczenie w wypadku, gdyby kariera Ci nie wyszła? Przykładów takich, co sobie nie poradzili jest bardzo dużo. Przykładasz do tego wagę?

Zgadza się, studiowałem w Radzionkowie. Studiowałem wychowanie fizyczne, a po przejściu do Rakowa wziąłem urlop dziekański. Po tym roku chciałem wrócić na studia, lecz nie było już takiej motywacji, żeby powrócić. Ostatnio natomiast miałem taką myśl, żeby rozpocząć studia we Wrocławiu. Polski Związek reklamuje studia coachingu. Wykłady odbywają się właśnie na Stadionie Wrocław. Są to kursy internetowe specjalnie dla piłkarzy, którym ciężko pogodzić naukę ze sportem zawodowym. Jednak wypadło mi to później z głowy. Wiadomo, trzeba by zmusić się znowu do tej nauki i różnie z tym bywa. Studia można zrobić zawsze, a kariery się nie cofnie. Papier jest bardzo ważny, bo ma się coś w ręku i można szybko się przekwalifikować na inną specjalizację. Natomiast jestem w takim wieku, że nie myśli się jeszcze co będzie na koniec. Trzeba najpierw trochę pograć i zarobić tyle pieniędzy, żeby można było coś odłożyć lub zainwestować, aby zabezpieczyć siebie i rodzinę. Ja na razie zbieram zarobione pieniądze i może w przyszłości w coś zainwestuje. Na razie jestem na początku i tych oszczędności nie ma za wiele, a najpierw muszę naprawić auto żeby się nie paliło na drodze.

A jakbyś miał puścić wodzę fantazji, to widzisz siebie w piłce jako działacz trener itp.?

Piłka nożna jest bardzo stresującym zajęciem. Wszyscy działacze, trenerzy, prezesi szybko zmieniają stołki i jest to bardzo gorący temat. Ja bardziej widzę siebie w takim miejscu, gdzie nie musiałbym się aż tak stresować, czy denerwować, bo jest to pewne wyrzeczenie psychiczne. Być może jako scout, czy menadżer. Bardziej marzy mi się domek na wsi z dziewczyną i odrobina spokoju.

Manager to też nie jest łatwa praca.

Sam współpracuje ze swoim i wiem jak to wygląda. Ile ja mam czasami próśb, pytań i trzeba być 24h pod telefonem. Nawet jako greenkeeper bym się dobrze czuł, kosił trawę i pracował przy piłce.

A jak Ci się podoba we Wrocławiu?

Bardzo ładnie. Dla mnie zdecydowanie lepiej niż w Częstochowie. Ostatnio byłem u kolegi w Częstochowie i to jednak jest widoczna różnica. Tutaj na każdym kroku jest coś ciekawego. W Częstochowie są Aleje, Jasna Góra i chyba to wszystko.

Co udało się coś zwiedzić?

Z tym zwiedzaniem jest ciężko, bo jestem tu praktycznie sam, ale jak przyjeżdża dziewczyna to gdzieś się wybieramy - czy to Sky Tower, Rynek czy AquaPark lub Zoo. Chcemy jeszcze zobaczyć między innymi Ogród Botaniczny i Panoramę Racławicką, bo są to miejsca warte obejrzenia. Na pewno będziemy zwiedzać, jak już zrobi się cieplej.

Jakie cele sobie postawiłeś przed przyjściem do Śląska? Co chciałbyś osiągnąć z WKS-em?

W piłkę gra się po to, żeby zdobywać puchary, medale, trofea. Sama gra dla gry to za mało. Wydaje mi się, że zawodnik, który jest zadowolony, że zagra 90 minut i nie obchodzi go to, czy wygra czy przegra to nie jest piłkarz. Ja bym chciał się rozwijać i iść cały czas do przodu. Wiadomo, że chciałbym, żeby dobra gra Śląska szła w parze z moją dobrą grą. Teraz naszym celem jest awans do pierwszej ósemki. Jeśli by się udało, byłoby bardzo dobrze, bo nikt nie chce bronić się przed spadkiem. Nasz potencjał jest ponad to. Chcę rozegrać jak najwięcej dobrych spotkań w rundzie wiosennej, wskoczyć do górnej ósemki. Wydaje mi się, że jest to realny cel. Europejskie puchary i medale to jest coś o czym każdy marzy we Wrocławiu. Po niedawnym mistrzostwie Polski cały czas unosi się tu aura sukcesu.

Szczególnie że te wymagania kibiców są cały czas takie same jak w przypadku mistrzowskiej drużyny.

Do tego chcemy dążyć. Każdy chciałby zostać Mistrzem Polski. Nie jest to łatwe, bo walczy o to 16 drużyn, a na końcu wygrywa tylko 25 zawodników. Przede wszystkim chciałbym zajmować jak najwyższe miejsca w tabeli i piąć się po tych szczeblach. Może kiedyś uda się wyjechać na Zachód, natomiast na razie o tym nie myślę. Chcę przede wszystkim zacząć grać, bo kontuzja uniemożliwiła mi to przez ostatnie kilka tygodni. Oprócz tego jest jeszcze reprezentacja Polski U21 i powołania - najpierw w marcu, a potem w czerwcu na turniej we Włoszech. Trafiliśmy na silną grupę, a takie mecze już się nie zdarzą.

Będą tam skauci z całego świata. Dobra okazja, by się wypromować.

Zgadza się. Jeśli wyjdziemy z grupy, gdzie są Hiszpania, Belgia i Włochy awansujemy na Igrzyska Olimpijskie w Japonii, co byłoby niesamowitym przeżyciem.

Przygoda życia.

Ostatni raz na Igrzyskach byliśmy w 1992 roku i przywieźliśmy srebro, więc dawno nas nie było. Mamy okazję, żeby zapisać się w kartach historii.

Wy jeszcze wierzycie w górną ósemkę?

Jakbyśmy w to nie wierzyli, to nie wychodzilibyśmy na boisko. Widać jaka ta liga jest nierówna. Wystarczy mała seria, żeby podskoczyć w górę tabeli, jak na przykład Pogoń Szczecin, która do niedawna była na ostatnim miejscu. Wystarczy nie przegrać 3-4 meczów, zrobić 10 punktów i sytuacja danego klubu zmienia się diametralnie. Teraz jest to realne, gramy z bardzo mocnymi drużynami, bo Lechia jest liderem, Lech ma trenera Nawałkę, Korona też jest wysoko, to samo Pogoń. Te drużyny są wysoko w tabeli, ale nam też zawsze lepiej się grało z tymi lepszymi drużynami. Widać to było na przykładzie Piasta czy Jagiellonii, z Wisłą zagraliśmy dobry mecz, z Legią nam nie poszło, ale generalnie z drużynami z czołówki idzie nam dobrze. Z Lechią remis w pierwszym meczu na wyjeździe, a z tymi drużynami z dolnej części tabeli gra nam się ciężej. To jest nasz problem w tym sezonie, że nie potrafimy ustabilizować formy, grać równo 4-5 meczów. Nam wychodzą dwa, a potem pojawiają się problemy. To jest nasza bolączka w tym sezonie. Na pewno myślimy cały czas o górnej ósemce, nie chcemy walki o utrzymanie kolejny rok. Bycie cały czas pod prądem nie jest dobre ani dla kibiców, ani dla piłkarzy. Wiadomo że każdy kibic chce, aby jego drużyna była najlepsza i zawsze wygrywała i my też chcemy do tego dążyć.

Czy problem leży w niedoświadczonych zawodnikach? Ciężko wskazać dokładnie przyczyny tej sinusoidy, a wydaje mi się że tu problem leży w głowach. Jaka jest Twoja diagnoza problemów Śląska?

Nie każdy z nas regularnie gra i popełniamy błędy, które na tym etapie są nieuniknione. Jest to dla nas nowy poziom rozgrywkowy, piłkarze są wyższej jakości. Ja sam popełniłem kilka błędów przez, które traciliśmy bramki. Damian Gąska czy Maciej Pałaszewski, każdy z nas jakieś błędy popełnia. Może nie jest ich bardzo dużo, ale są widoczne. Trener musi rotować składem i nie znalazł jeszcze tego optymalnego. Będziemy na pewno dążyć do tego, aby ustabilizować formę, bo ta nierówna gra jest naszą bolączką. Jeśli ta sinusoida funkcjonowałaby na zasadzie 3 mecze dobrze - 1 zły, to nie bylibyśmy tu gdzie jesteśmy. A niestety wygląda jest tak, że gramy 3 mecze dobrze, 3 mecze źle. Trzeba po prostu zminimalizować ilość tych słabych meczów i nadrabiać charakterem, czy jakością piłkarską jak nie idzie danego dnia. Pokazać, że jak nie da się wygrać to chociaż zremisować. W Krakowie ostatnio była taka sytuacja, że mecz był do wygrania i gdybyśmy zdobili gola na 2:0 byłoby praktycznie po sprawie. Cracovia musiała się bardzo odsłonić, co było widać już po bramce na jeden zero, ile tak naprawdę kontr wyprowadziliśmy, po których brakowało skuteczności.

Mateuszowi Cholewiakowi szczególnie ostatnio jej zabrakło. Ta skuteczność też jest waszym dużym problemem. Nie macie tak dużych problemów, żeby stworzyć sobie sytuacje co po prostu z wpakowaniem piłki do siatki. Czasem jak wejdziecie dobrze w mecz wydaje się, że wszystko jest pod kontrolą, a nawet wtedy ciężko o dobry wynik. Głowy się wam za mocno grzeją? Brakuje wam doświadczenia?

Mamy doświadczonych zawodników więc raczej głowy się nie grzeją. Mamy bardzo doświadczoną drużynę. Widać to po każdej z formacji, czy to obrona czy atak. Jest Arek Piech, Marcin Robak, w obronie jest Piotr Celeban, Djorde Cotra, Łukasz Broź. W bramce jest Słowik, są Chrapek czy Golla. To nie są zawodnicy tak młodzi jak my. Są bardzo doświadczeni, a my małymi kroczkami zdobywamy to, co oni już mają. Nie jest to gorąca głowa czy brak doświadczenia. Wydaje mi się, że nie możemy znaleźć tej stabilizacji formy, jak na przykład Pogoń, która mocno ruszyła w górę, czy Wisła na początku, kiedy miała kilka dobrych, bardzo dobrych meczów bez porażki. To napędza drużynę. Nas napędziło zwycięstwo z Piastem i Jagiellonią, potem w Pucharze z Olimpią Elbląg. Na Legii niestety już nam zabrakło trochę formy, a oni akurat mieli wtedy bardzo dobry moment. Takie mecze bolą, kiedy nie możemy choćby zremisować. Wydaje mi się też że mamy problem, gdy tracimy pierwsi bramkę na 0:1 i nie potrafimy się podnieść żeby chociaż zremisować, dojść do przeciwnika. Zawsze jak tak się dzieje jest praktycznie po nas. Tak było z Zagłębiem Lubin. Jedynie udało nam się dojść Zagłębie Sosnowiec na 3:3.

Czyli co brakuje wiary czy charakteru?

Ciężko mi stwierdzić. Ja zauważyłem, że przeważnie gdy tracimy pierwsi bramki to przegrywamy, nawet nie udaje nam się zremisować. Jakby udało nam się chociaż osiągnąć ten remis, to zawsze byłoby tych kilka punktów więcej. Jak się strzela na 1:1, potem są chęci by strzelić na 2:1 i przeciwnik jest wtedy podłamany, więc jest trochę łatwiej. Wydaje mi się, że tego dojścia właśnie brakuje.

Gdzie Śląsk skończy sezon? W którym miejscu w tabeli?

Na górze. Gdybym w to nie wierzył, dalej byłbym kontuzjowany. Wiara w cel mnie tylko motywuje do szybszego powrotu na boisko.




Rozmawiał Dominik Szpik.

KOMENTARZE
~jzw(2018-12-10 21:32:12)
hej Śląsk! --brakuje Kuby. Grając trójką obrońców, w tej w drugiej linii WKS potrzebuje walczaków jak Łabojko
~Mongoloid(2018-12-09 20:28:08)
Robicie z nich jakieś wielkie gwiazy, oni w to wierzą, a potem mamy takie wyniki jak widać w tabeli.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane