Sędzia na ofsajdzie: O tym, kto w Płocku został na lodzie

14.02.2017 (23:31) | Dominika Wręczycka | skomentuj (1)

Za nami debiut Jana Urbana w roli szkoleniowca Śląska. Po sparingach z dość przeciętnymi rywalami i tylko dwóch transferach, nikt chyba nie miał dużych oczekiwań. Może tylko jedno – zmiany. I faktycznie, zmieniła się wyjściowa jedenastka, styl gry, ale to, co najważniejsze, czyli wynik, już nie. Które pomysły trenera Urbana dają szansę na więcej niż jeden punkt w kolejnych spotkaniach, a które okazały się falstartem?



 

Mecz z Wisłą Płock można podsumować jednym zdaniem: nowa miotła, a nawyki te same. Bo który to już raz w tym sezonie piłkarze Śląska zbyt dosłownie zrozumieli słowa, że chodzi o to, żeby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika, jednocześnie zapominając, że dopóki piłka w grze… Gdyby zielono-biało-czerwoni zamiast trzech punktów uzbieranych łącznie na stadionie im. Kazimierza Górskiego, w Gliwicach i u siebie z Cracovią (tu wyczyn był największy, bo udało im się udowodnić, że 2:0 to niebezpieczny wynik), wywalczyli dziewięć, byliby w górnej ósemce. A tak grupa mistrzowska to przy Oporowskiej coraz bardziej temat tabu. Deklaracji unika nawet sam trener Urban, który po ponad miesiącu pracy chyba w końcu zrozumiał, że przyjdzie mu rzeźbić z niczego (miejmy nadzieję, że z lepszym skutkiem niż Kamilowi Bilińskiemu, ale o tym za chwilę) i materiału może wystarczyć tylko na walkę o utrzymanie. Czyli kierunek (na razie?) pozostaje podobny jak za czasów Mariusza Rumaka, z tą różnicą, że w przypadku ofensywnego stylu gry ekipy Jana Urbana słowo walka będzie chyba bardziej na miejscu.

Plusem jest to, że zgodnie z zapowiedziami Łukasza Madeja, piłkarze Śląska nie nudzili ludzi wolnym bieganiem. Zawsze można uznać to za wynik dodatkowej motywacji po przyjściu nowego szkoleniowca, ale już sparingi dały sygnał, że wrocławianie nie najgorzej przepracowali okres przygotowawczy. Jeszcze przed wylotem do Turcji trochę niepokoiło, że podopieczni Jana Urbana grali na świeżości mimo podobno ciężkich sesji treningowych, jednak po meczu w Płocku chyba można zacząć wierzyć w dobre przygotowanie fizyczne do rundy wiosennej. Chyba, bo w ostatnim kwadransie pojawiły się problemy z powrotem, co dwa razy otworzyło Merebashviliemu drogę do bramki Pawełka. Z jednoznaczną oceną się powstrzymam, ale tak czy inaczej pocieszające jest, że w porównaniu z pierwszym ligowym meczem po letnim obozie przygotowawczym, teraz naprawdę mogliśmy mówić o jakimkolwiek tempie gry.

Zupełnie autorskim pomysłem Jana Urbana było ustawienie Łukasza Madeja na „ósemce”. Cieszy fakt, że trener szybko zareagował na problemy w środku pola i zamiast narzekać na brak zawodników na tę pozycję, spróbował przekwalifikować tych, których ma. I, co ważniejsze, sukcesywnie testował ten eksperyment w grach kontrolnych, a nie dopiero w lidze, na „żywym organizmie”. Moim zdaniem sam Madej w Płocku zagrał poprawnie, chociaż nie bez błędów. Na pewno dawał więcej opcji w rozgrywaniu akcji środkiem, ułatwiając przejście z defensywy do ofensywy i więcej swobody z przodu Morioce i Pichowi. Był aktywny, wymieniał dużo podań, z dokładnością na poziomie 85%. Zdarzały mu się jednak straty, które w środku pola często okazują się bardziej kosztowne niż te na skrzydle. W 8. minucie jedna z nich mogła dać Wiśle prowadzenie – przy wyprowadzaniu piłkę odebrał mu Piątkowski i po kontrze setkę miał Merebashvili. Niezbyt pewnie czuł się też w defensywie, nie zawsze radził sobie z asekuracją. Mimo wszystko, mając w odwodzie jedynie Stjepanovicia, a Kokoszkę na stoperze (zwłaszcza biorąc pod uwagę niepewną przyszłość Dwalego), Jan Urban powinien, i pewnie nadal będzie, stawiać na Madeja. Mówiąc o dobrej intuicji trenera – Mariusz Pawełek został wybrany do jedenastki kolejki (chociaż może już Mariusz Rumak przed Arką widział u niego wyżkę formy i trener Urban tylko zbiera owoce jego pracy?)

Przy wyliczaniu pozytywów nie można pominąć gry ściągniętych tej zimy Roberta Picha i Aleksandara Kovacevicia. Dla Słowaka czas się zatrzymał – nie schodzi poniżej poziomu, do którego przyzwyczaił przed swoim wyjazdem do Niemiec i dalej dobrze rozumie się z Morioką. W Płocku nie tylko sam strzelił gola, ale był kluczowym zawodnikiem większości akcji bramkowych wypracowanych przez zielono-biało-czerwonych – a to ładnie wymienił piłkę z Pawelcem, który następnie dograł na nos Morioce, a to sam obsłużył Japończyka idealnym podaniem na piątym metrze przed bramką Kiełpina. Kovacević z kolei udowodnił, że jego wypożyczenie nie musiało być ostateczną ostatecznością w obliczu braku pieniędzy na polskich zawodników w kasie klubu (a jeśli było, to duetowi Hołub-Matysek wypada pogratulować szczęścia). Trudno chwalić Serba po jednym występie, ale prawdopodobnie będzie lepszy, a na pewno nie gorszy, niż jego poprzednik, Filipe Goncalves (który de facto swoim debiutem też „dawał nadzieje”). Nie chodzi nawet o technikę, ale o przydatność w zespole. W niedzielę Kovacević był solidny w defensywie, imponował odbiorami. Poza tym ma również wartość dodaną, czyli inklinację do gry ofensywnej. Nie tylko zagrał najwięcej piłek – zaraz po Pichu – 74, ale uderzeniem z rzutu wolnego dał próbkę swoich umiejętności strzeleckich. Serb już w Lechii pokazywał, że kiedy jego koledzy danego dnia nie radzą sobie ze zdobywaniem bramek, on potrafi huknąć z dystansu (zgoda, we Wrocławiu będzie miał trudniejsze zadanie, bo Śląsk problem ze strzeleniem gola ma średnio co tydzień). Dlatego jakkolwiek mówienie o solidności w przypadku WKS-u od pewnego czasu jest równie trafne co strzały Morioki w ostatnim (kolejnym zresztą) meczu, to trzeba przyznać, że klub w kontekście transferów jakimś cudem zmieścił się w granicach sformułowania nie ilość, ale jakość. Na razie oczywiście, bo za pół roku skończy się wypożyczenie Kovacevicia i kolejne okno transferowe upłynie pod hasłem łatania dziur na pozycji defensywnego pomocnika. Ale w końcu zarządzający naszym klubem mają doświadczenie w sprzątaniu po rozwiązaniach tymczasowych…

Jednak znowu aż chce, a przynajmniej wypada się zapytać: skoro było tak dobrze, to dlaczego było tak źle? Bezpośrednia przyczyna jest jedna i znają ją wszyscy (jak wynika z pomeczowych wypowiedzi nawet zawodnicy, przynajmniej w teorii) – nieskuteczność. O ile w czasie rundy jesiennej wierzyłam, że średnią 1 gol/mecz jest w stanie poprawić zmiana ustawienia lub rotacja w linii ataku, o tyle po meczach kontrolnych i pierwszym ligowym w tym roku mam wrażenie, że jedynym rozwiązaniem byłoby ściągnięcie dodatkowego napastnika. Byłoby, ale do końca okna transferowego jest coraz mniej czasu, wymieniani w kontekście transferu Barisić i Piątkowski są już w nowych klubach, a brak jakichkolwiek informacji choćby o przedłużeniach kontraktów z dotychczasowymi piłkarzami sprawia, że zakontraktowanie jakiegoś snajpera jest mniej prawdopodobne niż hat-trick Kamila Bilińskiego w następnej kolejce (chociaż wiadomo, transfery lubią ciszę). A propos wychowanka Śląska – o tym, że zawodzi, powiedzieli i napisali już chyba wszyscy. Jak dla mnie, najwyższy czas po prostu zaakceptować, że Bila pewnych rzeczy nie przeskoczy, w pewnych aspektach gry lepszy już nie będzie (pytanie, czy on sam jeszcze wierzy, że może być). Dlatego nie będę tu narzekać na to, że w Płocku po idealnej centrze Dankowskiego znowu nie trafił w piłkę i dwa razy zablokował strzały swoich kolegów z zespołu. Szkoda tylko, że zgodnie z ubiegłotygodniową wypowiedzią dla Przeglądu Sportowego, napastnik Śląska przyczyn swojej nieskuteczności szuka w rzeźbieniu z niczego. Faktycznie, Bili nie można odmówić tego, że pracuje na boisku, nie można też ukrywać, że Śląsk po 20. kolejce zajmował ostatnie miejsce w lidze pod względem stworzonych okazji (38). Jednak można wymagać tego, żeby przynajmniej z sześciu strzałów oddanych łącznie w dwóch ostatnich spotkaniach chociaż jeden był strzałem w światło bramki. Z drugiej strony podejściu Bilińskiego nie ma się co dziwić, bo to w końcu nie jego wina, że praktycznie nie ma konkurencji. Bence Mervo? Zmiana trenera i próba gry na dwóch napastników w sparingach nie pomogła mu w odbudowaniu formy i już nawet sam Jan Urban nie wie, co powiedzieć o jego przyszłości. Mariusz Idzik? Jeszcze brakuje mu ogrania, a poza tym lepiej wygląda jako cofnięty napastnik a nie dziewiątka. Zresztą trener mówi, że młodych piłkarzy woli wprowadzać stopniowo, więc nie ma co ukrywać – problemy w ataku będą chyba największym wyzwaniem dla szkoleniowca w ostatnich szesnastu kolejkach. Tym bardziej, że kłopoty z wykańczaniem akcji ma też Ryota Morioka.

O ile ciężko jest winić nowego trenera za małą liczbę bramek zdobytych przez zielono-biało-czerwonych w Płocku, o tyle on też nie ustrzegł się błędu. Według mnie – nie trafił ze zmianami. Mogę zrozumieć zastąpienie podmęczonego Madeja Stjepanoviciem, ale dwie pozostałe są już dla mnie niezrozumiałe. Przede wszystkim Alvarinho. Nie chodzi nawet o to, że dla niego niestety czas też się zatrzymał (tak jak w rundzie jesiennej miał problemy z wymierzeniem dośrodkowań). Czy, mówiąc pół żartem pół serio, o to, że swoim wejściem zepsuł zakłady wszystkich tych, którzy przewidywali, że monopol na grę straci razem z odejściem Mariusza Rumaka. Pojawienie się Alvaro na murawie było zaskoczeniem, bo Portugalczyk ostatnio leczył kontuzje i zagrał w tylko jednym sparingu (w dodatku na boku obrony). Dlatego zamiast krytykować go za bezbarwny występ i jedynie sześć podań wymienionych w ciągu prawie pół godziny, można zapytać: co na myśli miał trener? Odpowiedzią oczywiście może być ławka rezerwowych, gdzie nie było zbyt wielu ofensywnych alternatyw. Zastanawiam się tylko jak daleko od gry jest Mario Engels, bo mimo niezłego występu w sparingu z Wartą Poznań, potem coraz rzadziej pojawiał się w planach trenera Urbana (po przylocie do Side, nie zmieścił się nawet w szerokiej kadrze na pierwsze spotkanie i razem z młodzieżowcami oglądał kolegów z wysokości trybun). Dziwi tym bardziej, że Niemiec po regularnej grze od grudniowego meczu z Pogonią nie tylko stawiał na indywidualne rajdy skrzydłem, ale coraz lepiej rozumiał się z resztą zespołu. Poza tym za 23-latkiem przemawia fakt, że jest zakontraktowany do czerwca 2018 roku, przez co teoretycznie powinien być mocniejszym filarem zespołu niż zawodnicy wypożyczeni albo mający wygasające kontrakty... Wracając do zmian w niedzielnym meczu – ryzyko polegające na wpuszczeniu na boisko Romana w doliczonym czasie gry się nie opłacało. Dobrze, że Jan Urban od początku stawia na dobrego technicznie i szybkiego Hiszpana, przez co ten w końcu powoli odnajduje się w zespole i naszej ekstraklasie. Jednak nawet w sparingach czasem dalej decydował się na jeden drybling za dużo, co kończyło się stratą. Podobnie było w niedzielę i ta strata pomogła Wiśle doprowadzić do wyrównania.

Podsumowując, pierwszy mecz tego roku, z nowym trenerem dał tyle samo odpowiedzi, co pytań. Pewne jest to, że z jednym punktem na koncie Jan Urban może tylko poprawić dorobek Mariusza Rumaka z jego ostatnich pięciu spotkań. Pozostaje nam mieć nadzieję, już od spotkania z Wisłą Kraków.



KOMENTARZE
~enter (2017-02-15 09:07:32)
Bez obrazy ale z Wisła K. bedzie łomot i nawed remis bedzie porażka. Urban wpadł w bagno a Rumak wyszedł z niego. Tyle.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane


Ostatni mecz
Ekstraklasa 2017/2018
14 października 2017r., 20:30
Śląsk Wrocław - Wisła Kraków
0:2
Najbliższy mecz
Ekstraklasa 2017/2018
23 października 2017r., 18:00
Wisła Płock
Śląsk Wrocław

Sonda
O co będzie walczyć Śląsk w tym sezonie?
mistrzostwo Polski
europejskie puchary
górną ósemkę
utrzymanie
 
Piłkarz meczu
Piłkarzem Meczu
w meczu z
Lech Poznań
został

Robert Pich
Wybierz Piłkarza Meczu z
Sandecja Nowy Sącz
Śląsk info
12.kolejka Ekstraklasy:

13.10.2017(18:00)
Korona Kielce - Wisła Płock 2:0

13.10.2017(20:30)
Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 1:1

14.10.2017(15:30)
Piast Gliwice - Sandecja Nowy Sącz 2:2

14.10.2017(18:00)
Bruk-Bet Termalica Nieciecza - Arka Gdynia 1:1

14.10.2017(20:30)
Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 0:2

15.10.2017(15:30)
Zagłębie Lubin - Górnik Zabrze 3:2

15.10.2017(18:00)
Legia Warszawa - Lechia Gdańsk 1:0

16.10.2017(18:00)
Cracovia - Pogoń Szczecin 3:0



Polecane video


Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk: oprawa kibiców


Sport Track IV liga
Nazwa Mecze Punkty Bramki
1.Foto-Higiena Gać 10 25 24-10
2.Śląsk II Wrocław 10 19 22-7
3.Górnik Wałbrzych 10 19 20-13
4.Bielawianka Bielawa 10 19 12-11
5.Orzeł Ząbkowice Śląskie 10 18 22-13
6.Sokół Marcinkowice 10 16 23-15
7.Polonia-Stal Świdnica 10 15 15-10
8.Unia Bardo 10 15 21-23
9.Nysa Kłodzko 10 14 22-20
10.Sokół Wielka Lipa 10 13 13-16
11.Polonia Trzebnica 10 11 11-15
12.Wiwa Goszcz 10 11 12-24
13.Piast Żerniki 10 9 14-18
14.MKP Wołów 10 9 13-21
15.Karolina Jaworzyna Śląska 10 8 9-23
16.Pogoń Oleśnica 10 2 7-21
Pełna tabela/Terminarz/Wyniki Strzelcy
Wyszukiwarka
 
Ekstraklasa
NazwaMeczePunktyBramki
1.Zagłębie Lubin 12 23 19-10
2.Lech Poznań 12 22 17-7
3.Górnik Zabrze 12 22 25-17
4.Jagiellonia Białystok 12 20 15-13
5.Wisła Kraków 12 20 15-14
6.Legia Warszawa 12 19 13-11
7.Korona Kielce 12 18 14-12
8.Śląsk Wrocław 12 17 15-15
9.Wisła Płock 12 17 12-15
10.Sandecja Nowy Sącz 12 16 12-12
11.Arka Gdynia 12 16 11-12
12.Lechia Gdańsk 12 11 15-17
13.Cracovia 12 10 15-20
14.Bruk-Bet Termalica Nieciecza 12 9 9-15
15.Pogoń Szczecin 12 9 9-17
16.Piast Gliwice 12 9 11-20
Pełna tabela/Terminarz/Wyniki Strzelcy

Ostatnie tweety

http://www.lechia.gda.pl lechia-gdansk.pl